Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby
Pasjonat motoryzacji, podróżowania, windsurfingu i rockowego grania
Kilka danych o wyprawie
Kategoria zgłoszeania: Krótka Wyprawa Motocyklowa
Ilość dni: 7
Ilość kilometrów: 3400
Ilość uczestników: 2
Ilość krajów: 2
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: Honda crf1100 Africa Twin adventure sports
Rok wyprawy: 2026
Kanał Youtube: https://youtube.com/@tomaszlapka?si=4ARzwdcblTdKGMgP
Instagram: https://youtube.com/@tomaszlapka?si=4ARzwdcblTdKGMgP
Facebook:
Blog:

Pełen opis
Norway Motorcycle adventure trip:) tak miała się nazywać nasza kolejna wyprawa. Nasza bo jedziemy we dwóch z Andrzejem. Jest to nasz wspólny 3 wyjazd. Poznaliśmy się przez przypadek na tiktoku bo zakupiliśmy takie same motocykle i od wymiany doświadczeń powstawały projekty wyjazdów.
Prom mieliśmy 20 czerwca o 19 30 z Gdyni a kolega ledwo zdążył bo jechał ze świadomością godziny odpłynięcia na 21 00. Całe szczęście w porę zadzwoniłem. Pogoda nam dopisała, mogliśmy oglądać odejście z portu w pełnym słońcu i podziwiać zachód słońca na Bałtyku. Pierwszy dzień jazdy zakładałem na tranzyt przez Szwecję a skończyło się tym, że zrobiliśmy ponad 700km zatrzymując się gdzieś przy jeziorze z myślą o dzikim biwaku. Po drodze odwiedziliśmy rodzinę w okolicach Oslo, przepłynęliśm
pierwszym promem i zderzyliśmy się z mentalnością Skandynawską czyli jazdą zgodnie z przepisami, nie przekraczanie prędkości oraz uśmiechanie się co kilometr do Szweckich fotoradarów.
Nocleg na dziko to nie był dobry pomysł. Okolica co prawda była urokliwa ale bez toalet i z zakazem załatwiania się w lesie z towarzystwem małych muszek które nie dawały żyć.
Drugi dzień to droga do Lysebotn. Po drodze przejazd
suleskarvegen między jeziorkami wśród zasp śnieżnych i przepięknej zieleni. Największą atrakcją jest zjazd z płaskowyżu w kierunku Lysebotn. Droga pokonuje ogromną różnicę wysokości serią ciasnych serpentyn. W pewnym momencie przejeżdża przez tunel z charakterystycznym zakrętem wewnątrz, a następnie wyjeżdża na spektakularny odcinek z widokiem na dolinę i fiord. Spędziliśmy tam dłuższą chwilę i ruszyliśmy dalej na północ częściowo tą samą drogo ponieważ prom był już niedostępny. Kolejny nocleg spędzaliśmy w Velemoen Camping.
Trzeciego dnia ruszyliśmy w stronę najbardziej popularnych wodospadów. Najdłuższy Langfossen i niesamowity Låtefoss zrobiły ogromne wrażenie. Krajobraz co chwilę się zmieniał od zieleni do śnieżnej krainy z jeziorami i temperaturą ok 6stopni oraz niezliczoną ilość wodospadów. W trasie zaliczyliśmy ogromny most przez fjord Handarger. Na koniec dojechaliśmy do miejscowości Aurland i pięknego fiordu. Na koniec dnia chcieliśmy zobaczyć jeszcze punkt widokowy Stegastein lecz zaczęło padać i chmury zasłoniły cały widok. Przemoczeni wzięliśmy pierwszą lepszą hytę by się osuszyć i dobrze wyspać.
Nad ranem wjechaliśmy ponownie na punkt widokowy i dalej droga Bjørgavegen. Widoki były genialne a dalej droga z mgłą jak mleko zmieniła się co kilometr. Trzeba było uważać na ściany śniegu i owce leżące na drodze. Mgła opadła a droga przez pasmo górskie była spektakularna. Po 3h dojechaliśmy do miejscowości Loen. Lekko odbiliśmy z trasy nad Jezioro Lovatnet i to był strzał w dziesiątkę. Na końcu drogi zobaczyliśmy jeszcze lodowiec Kjenndal. Wydawało się, że chyba piękniejszych widoków już nie będzie ale było jeszcze lepiej.
Na koniec dnia kierowaliśmy się na Geiranger przez miejscowość Stryn lecz by nie było za łatwo pojechaliśmy trochę dookoła stara droga wojskową Gamle Strynefjellsvegen. Była to częściowo szutrowa droga w górach z turkusowymi jeziorami. Kilka kilometrów przed Geiranger zatrzymaliśmy się na bardzo przyzwoitym kempingu.
Czwartego dnia dojechaliśmy do miejscowości Geiranger na kawę a następnie Ørnevegen do punktu widokowego by podziwiać spektakularny fjord z wysokimi ścianami skalnymi. Dalej czekała droga nad fjordami i kolejna przeprawa promowa. Kolejną atrakcją tego dnia była droga Troli czyli Trollstigen. To klasyk i uważam obowiązkowy dla każdego motocyklisty. Świetna droga z widokami i ogromnym wodospadem przy samej drodze. Może trochę komercyjna ale warta do zobaczenia. Najdalej wysuniętym punktem naszej wyprawy była droga atlantycka i tutaj Norwegia pokazała środkowy palec. Wiało, padało i chyba gorzej być nie mogło ale nie poddawaliśmy się i na koniec po przerwie na stacji benzynowej deszcz przestał padać. Mogliśmy doświadczyć drogi nad oceanem na sucho.
Wiązało się to z tym, że trzeba było wziąć ponownie hytte by znów się osuszyć.
Kolejnego dnia od samego rana padało ale kierowaliśmy się do Lillehammer i tam pogoda się zmieniła. Zwiedziliśmy skocznię narciarską i przejechaliśmy przez miasto olimpijskie. Dalej jechaliśmy w stronę Szwecji i cmentarzyska starych aut. Granicę Norwesko Szwedzka przekroczyliśmy w polu, do Bastnas prowadziła droga szutrowa przez las. Cmentarz zrobił ogromne wrażenie. Nocleg pod namiotami na Szwedzkim kempingu przy samym jeziorze i pięknej pogodzie.
Ostatniego dnia kierowaliśmy się w stronę Karlskrony. Pogoda była nieprzewidywalna. Upał 34 stopni, ulewny deszcz i grad a za chwilę znowu słońce. Na koniec pyszny kebab i burger w Karlskronie to najlepsze kulinarne doświadczenie Skandynawskie. O 21 czekał prom powrotny do Gdyni. Norwegia zdecydowanie zachwycała to chyba najlepszy widokowo kraj dla motocyklistów. Ludzie pomocni, ciekawi i życzliwi.



