Szukaj
SOLO – po siebie. Wyruszyłam po tę, którą byłam. Po drodze spotkałam tę, którą jestem. (Anita Anna Walkowska)

SOLO – po siebie. Wyruszyłam po tę, którą byłam. Po drodze spotkałam tę, którą jestem. (Anita Anna Walkowska)

konkurs zgloszenie

Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby

Fotografka, przedsiębiorczyni i motocyklistka żyjąca pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Pod koniec maja 2026 roku wyruszyła z Chester na BMW F850GS o imieniu Mushu, rozpoczynając kolejne etapy podróży przez wyspę Man, Land’s End, Szkocję i Nordkapp, aż na Podkarpacie, gdzie dotarła 28 sierpnia. Swoją historię, SOLO, opowiada poprzez osobiste zapiski, zdjęcia i spotkania z ludźmi, pokazując, jak dzięki motocyklowi i moto rodzinie odzyskiwała zaufanie do siebie po trudnej relacji i nauczyła się żyć na nowo.

Anita Anna Walkowska

Kilka danych o wyprawie

Kategoria zgłoszeania: Długa Wyprawa Motocyklowa
Ilość dni: 96
Ilość kilometrów: około 13 500 km
Ilość uczestników: 1
Ilość krajów: 14
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: BMW 850 GS
Rok wyprawy: 2026
Kanał Youtube:
Instagram: https://www.instagram.com/the.scarlet.wolf/
Facebook: https://www.facebook.com/profile.php?id=100081715097075
Blog: https://www.facebook.com/profile.php?id=100081715097075

Pełen opis

Wyruszyłam w podróż dookoła świata po tę, którą byłam. Po drodze spotkałam tę, którą jestem.

Pod koniec maja 2026 roku wyjechałam z Chester na wyspę Man. Jechałam na BMW F850GS o imieniu Mushu. Kolejne etapy prowadziły przez Wielką Brytanię, Europę i Nordkapp, aż do Pruchnika na Podkarpaciu, gdzie dotarłam 28 sierpnia.

Na mapie przemierzałam kolejne kraje. W sobie uczyłam się na nowo, jak żyć.

Wyruszyłam po wieloletniej relacji naznaczonej uzależnieniem, kontrolą oraz przemocą emocjonalną i psychiczną. Długo wierzyłam, że jeśli będę bardziej kochać, pomagać i wybaczać, coś się zmieni… Próbując utrzymać tę relację, stopniowo traciłam siebie. Wychodziłam z niej z traumą, poczuciem wykorzystania, oszukania i żalem za latami, których nie mogłam odzyskać.

Chciałam odnaleźć kobietę, którą byłam wcześniej, i zmierzyć się z tym, co podzieliło moje życie na „przed” i „po”.

Na wyspie Man przez prawie trzy godziny nie potrafiłam wyjść z namiotu. Serce biło szybko, myśli krążyły, trudno było zdecydować, co zrobić dalej. Zdjęcia z podróży nie pokazują takich chwil. W stroju motocyklowym mogłam wyglądać na silną i gotową do drogi, podczas gdy wewnątrz dopiero uczyłam się stawiać pierwsze kroki.

Kiedy ruszałam, ruch pomagał mi odnaleźć spokój, Odgłos silnika porządkował myśli. Droga wymagała pełnej obecności i skupienia. Nadawała kierunek: zakręt, nawierzchnia, następna decyzja. Z każdym etapem coraz częściej słyszałam własny głos.

Na Man pracowałam jako marshal podczas TT, uczestniczyłam w Legacy Lap i poznawałam ludzi z różnych stron świata. Podczas jazdy terenowej przewróciłam Mushu i potrzebowałam pomocy, żeby ją podnieść… Uczyłam się zarówno ufać sobie, jak i prosić o pomoc i przyjmować wsparcie.

Później przyszły Kornwalia i Land’s End, walijska Dragon’s Spine, Adventure Bike Rider Festival, Szkocja, Skye, NC500 i John o’Groats. Wracałam do Chester, przepakowywałam motocykl i ruszałam na kolejny etap. Z czasem byłam gotowa pojechać jeszcze dalej: przez Europę, na północ Norwegii, aż na Nordkapp, a następnie przez Finlandię i kraje bałtyckie do Polski.

Przez większą część wyprawy normalnie pracowałam online. Obok kilometrów i nowych miejsc były zobowiązania wobec klientów, terminy i szukanie przestrzeni do skupienia. Łączenie pracy z podróżą było dużym wyzwaniem. Odbudowywałam siebie, jednocześnie dbając o życie i firmę, które nadal wymagały mojej obecności.

W krótkiej przerwie w czerwcu poleciałam do Gdańska, do domu i na spotkanie z rodziną. Te powroty stały się moją kotwicą. Bliskość i ich wsparcie pomagały mi nabierać sił przed kolejnymi etapami.

W drodze znajdowałam również życzliwość gospodarzy Bunk-a-Biker: nocleg, rozmowę, lokalną wiedzę i pomoc przy Mushu. Starałam się odwzajemniać ją tym, co mogłam dać od siebie. Dzięki takim spotkaniom ponownie otwierałam się na ludzi, uczyłam się ufać.

W mojej podróży zmieniały się nie tylko miejsca i miesiące. Przechodziłam przez własne sezony: lęku, żalu, ciekawości, bliskości i coraz większej świadomości siebie.

Schodziłam w głąb siebie, przekonana, że odnajdę tam dawną mnie. Kiedy dotarłam głębiej, zrozumiałam, że tej osoby już nie ma. Powoli poznawałam kobietę, którą stałam się po wszystkim, co przeżyłam: bardziej świadomą swoich potrzeb, granic i prawa do własnego życia.

Dotarcie do Pruchnika na ślub przyjaciół zakończyło pierwszą część motocyklowej podróży dookoła świata. Odbudowywanie siebie trwa dalej, a motocykl i motocyklowa rodzina, to najcenniejsze co mam i co pozwoliło mi stanąć na nogi oraz stworzyć fundamenty do nowego życia. Na wiosnę ruszam dalej…!

Dzielę się SOLO, ponieważ ktoś może rozpoznać w mojej historii własne doświadczenia. Może wcześniej dostrzeże, że ciągły lęk, rezygnowanie z siebie i ratowanie drugiej osoby kosztem własnego zdrowia nie są ceną, którą musi płacić za miłość.

SOLO to podróż w głąb siebie. Po siebie. Ludzie mogą dać nam schronienie, bliskość i wsparcie. Jednak w miejscu, gdzie spotykamy własne ograniczenia, błędy i prawdę o sobie, nikt nie może stanąć za nas. Tę podróż każdy musi obdbyć sam.