Szukaj
Podlaski Przełom Bugu (Paweł Bednarczyk)

Podlaski Przełom Bugu (Paweł Bednarczyk)

konkurs zgloszenie

Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby

Paweł Bednarczyk – człowiek wielu pasji. Zawodowo związany z samorządem terytorialnym. Prywatnie zaangażowany w OSP i stowarzyszenie MWS. Po godzinach najchętniej wybiera rower, motocykl i podróże.

Kilka danych o wyprawie

Kategoria zgłoszeania: Krótka Wyprawa Motocyklowa
Ilość dni: 2
Ilość kilometrów: 300
Ilość uczestników: 1/2
Ilość krajów: 1
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: KAWASAKI KLE 500
Rok wyprawy: 2026
Kanał Youtube:
Instagram:
Facebook: https://www.facebook.com/profile.php?id=100000920019274
Blog:

Pełen opis

W piątek po południu 14 sierpnia rozpocząłem wielką przygodę! Dzięki uprzejmości Kawasaki Warszawa i Adventure Riders otrzymałem na weekend do testów nowe Kawasaki KLE 500. Radość jest tym większa, bo jestem posiadaczem takiego modelu, tylko że z 1992 roku ale o tym więcej jutro. Motocykl udostępniał mi Pan Mateusz – pracownik salonu wyjaśniając zasady udostępnienia motocykla, jego zwrotu itd. – pełen profesjonalizm. Po załatwieniu, w krótkim czasie, wszelkich formalności otrzymałem motocykl do testów, ale zanim odjechałem, zupełnie “przypadkiem” spotkałem koleżankę z pracy z mężem 😀To dzięki nim jest kilka zdjęć. Trochę na około wróciłem do domu. Jazda tym motocyklem sprawia tyle radości, że po obiedzie jeszcze musiałem pojeździć. Nawet na chwilę zjechałem z asfaltu czerpiąc radość z jady po drogach szutrowych. Gdy się ściemniło, wróciłem do domu, przy okazji miałem możliwość zobaczyć jak dobre oświetlenie ma nowe KLE 500. Przywitał mnie piękny, słoneczny i wyjątkowo ciepły dzień. Na pierwszą przerwę, po około 40 km od domu, zatrzymałem się na parkingu pod Zbrojownią na zamku w Liwie. To muzeum prowadzone przez Samorząd Województwa Mazowieckiego. Można tam obejrzeć wiele rodzajów broni. Miejsce to było wyjątkowe ze względu na swoje strategiczne położenie. Dawno temu przebiegała tu granica pomiędzy Mazowszem a Podlasiem. Po raz kolejny zatrzymałem się dosłownie po kilku kilometrach w pobliskim Węgrowie. Tu warto zobaczyć Bazylikę ze słynnym “lustrem Twardowskiego”, Muzeum Dialogu Kultur, a odpocząć można nad zalewem nad rzeką Liwiec. Kolejnym punktem na trasie mojej podróży były Mokobody. Po przejechaniu ponad 100 km zatrzymałem się w Starej Kornicy. Tu nastąpiło spotkanie pokoleń. Nowe KLE 500 i to z 1992 roku stanęły obok siebie, prężąc się niczym arabskie konie podczas aukcji w pobliskim Janowie. Nowy jakby urósł ale oba dają ogromną radość z jazdy. W starym analogowe zegary i okrągłe, większe lusterka. W nowym wyświetlacz LCD, świecący wystarczająco jasno nawet w silnym słońcu, jak dziś. Dalej jedziemy razem. Żeby przeżyć prawdziwą przygodę należy się do niej dobrze przygotować, dlatego też odwiedziliśmy stację paliw w Konstantynowie, a następnie udaliśmy się do pierwszego punktu naszej trasy. Od Pratulina rozpoczęliśmy pokonywanie naszej trasy “Podlaskiego Przełomu Bugu”. Będąc w Pratulinie należy odwiedzić Sanktuarium Błogosławionych Męczenników Podlaskich. Obok jest również Dom Pielgrzyma, gdzie można przenocować w dobrych warunkach. Niestety w sezonie wakacyjnym znalezienie miejsca bywa trudne. Następnie udaliśmy się nad Bug odwiedzić najlepiej strzeżoną granicę Unii Europejskiej. Z Pratulina udaliśmy się bezpośrednio do Janowa Podlaskiego, gdzie na rynku ustawiliśmy nasze rumaki zaraz obok pomnika koni arabskich. Po chwili odpoczynku i spróbowaniu miejscowych lodów pojechaliśmy do stadniny koni arabskich. Musicie wiedzieć, że wjazd, parking i zwiedzanie są płatne. W samym Janowie prowadzony jest remont głównej ulicy i poruszamy się objazdem. Ponieważ nie używałem nawigacji to skręciłem za wcześnie. Ulica nam się skończyła i jechaliśmy dalej polną drogą, aż do momentu, gdy przed naszymi oczami ukazał się bród. Na pierwszy rzut oka wydawał się niezbyt głęboki, choć dość długi. I ruszyłem w nieznane. Na szczęście udało mi się przejechać ale byłem mokry od pasa w dół. Łukasz się zawrócił i spotkaliśmy się już na dobrej drodze. Pojechaliśmy dalej przez miejscowość Stary Bubel, gdzie można obejrzeć odrestaurowany drewniany kościółek i niezliczoną ilość bocianów. Byliśmy również na przeprawie promowej w Niemirowie, niestety nieczynnej z powodu zbyt niskiego stanu wody w rzece. Następnie udaliśmy do Gnojna, gdzie po raz kolejny mieliśmy możliwość przekonać się o terenowych możliwościach naszych KLE. Dojeżdżając do “zakrętu” trzeba przeprawić się przez strumień wypływający ze skarpy. Nad samą rzeką spotkaliśmy wielu amatorów wypoczynku nad wodą w namiotach i przyczepach kempingowych. Nie brakuje tu również amatorów połowu ryb. Zrobiło się późno i wróciliśmy z powrotem na noc do Kornicy. W kolejny dzień mojej eskapady wyruszyłem już sam. Niedziela przywitała mnie pięknym słońcem, więc ruszyłem w dalszą drogę. Podróż przebiegała przez malownicze pola i lasy w pobliżu Konstantynowa. Czasami pozwoliłem sobie zjechać z asfaltu i wypróbować, w niewielkim stopniu, możliwości terenowe KLE 500. Na polnych, piaskowych drogach, czy leśnych duktach motocykl zachowywał się bardzo poprawnie. Nawet dla takiego niedzielnego motocyklisty jak ja, jazda nie była jakimś wyzwaniem. Przemieszczanie się po wyboistej drodze czy nawet po rżysku nie stanowiło żadnego problemu. Nierówności w postaci tzw. tarki na żwirówce motocykl wybierał idealnie i jechał płynnie. Jedyne na co trzeba było uważać to większe kamienie, gdyż na nich niebezpiecznie się przesuwał i zmieniał zadany kierunek. Pierwszy przystanek miałem pod wieżą widokową w Gnojnie, tą samą którą wczoraj oglądaliśmy z nad brzegu rzeki. Bug wije się majestatycznie, płynie powoli, a nad nim unosi się niewielka mgiełka. Wędkarze i osoby wypoczywające na biwakach dopiero co się budzili po wieczornych ogniskach. Następną miejscowością, którą odwiedziłem były Borsuki. Znaleźć tam można nocleg, a także zjeść w niewielkich restauracjach. Serpelice-to chyba najbardziej znana miejscowość wypoczynkowa w tej części Podlasia. Znajduje się tu dużo ośrodków wypoczynkowych, w tym również przyjazne motocyklistom. Można wypocząć w dużych pensjonatach i drewnianych domkach. Jest piękny drewniany kościół i Kalwaria Podlaska. Nad Bugiem piaszczysta plaża, a w jej pobliżu są miejsca wyznaczone do grilowania. Zjeść też można, bo ośrodki są przygotowane na zmotoryzowanych podróżnych. Dalej udałem się do Zabuża. W pobliżu promu znajduje się ośrodek dla bardziej wymagających gości. Miałem szczęście, bo po dojechaniu do przystani, prom właśnie dobijał do mojego brzegu. Grzech było nie skorzystać i nie przemieścić się na drugą stronę. Niski poziom wody utrudnia przemieszczanie się promu. Taka przyjemność kosztowała mnie 11 zł. Po drugiej stronie czekał na mnie Mielnik. Miejscowość położona jest położona na pagórkach ukształtowanych tysiące lat temu. Są tu ciekawe miejsca do zobaczenia, między innymi muzeum, a najlepiej zostaniecie poinformowani na miejscu w Punkcie Informacji Turystycznej. Z uwagi na niedzielę i dość wczesną porę udałem się na wieżę widokową. Niestety po wejściu na jej szczyt niewiele można było obaczyć, prócz wierzchołków drzew. Dalej wzdłuż rzeki kierowałem się do Siemiatycz. Droga przebiega tuż przy rzece i można tam zjechać i się zatrzymać. Dla tych, którzy będą mieli więcej czasu ode mnie, polecam się udać na górę Grabarkę, a później odwiedzić Siemiatycze. To sympatyczne miasteczko, w którym można zobaczyć cerkiew św. Piotra i Pawła, a odpocząć można nad zalewem. Ja jednak skręciłem na DK19 i przekroczyłem Bug po raz kolejny. Zaraz za mostem skręciłem w prawo. Gdym skręcił przed mostem dojechałbym do kolejnej wieży widokowej w Ogrodnikach. Z asfaltówki zjechałem na nadbużańskie pola i łąki. Obcowanie z przepiękną przyrodą nie było za darmo. Żeby dostać się w pobliże rzeki trzeba było przejechać przez piaszczyste drogi, czasami zmieniające się w wydmy z kopnym piachem. Czasami, między drzewami, zdarzały się zagłębienia, na szczęście tam dawno nie padało i nie były wypełnione wodą. Los oszczędził mi takiej przygody, jak wczoraj i pozostałem suchy, jednak trzeba było uważać bo zeschnięte błoto czasami było zdradliwe. Z powrotem wróciłem na asfalt i pojechałem do miejscowości Góry. Tam znowu skręciłem w prawo i udałem się w stronę Bugu. Dużym zdziwieniem napawał mnie fakt, że w dużej części dotychczasowe żwirówki zamieniły się w asfaltówki. Znowu dojechałem do rzeki. Minąłem budowę nowej przeprawy przez Bug i dojechałem do promu. Ten też kursował, gdyby było inaczej udałbym się do pałacu w Korczewie. Po drugiej stronie czekał na mnie Drohiczyn, niewielkie miasto z wielką historią. Z dawnej świetności pozostał siedzibą diecezji drohiczyńskiej i gminy. Więcej musicie dowiedzieć się na miejscu. Jest tu katedra, Wyższe Seminarium Duchowne, kościół i cerkiew, klasztor i Góra Zamkowa. Odpocząłem na ryneczku, gdzie spróbowałem miejscowych lodów. Na tym zakończyłem moją przygodę i udałem się w podróż powrotną. Po drodze przejeżdżałem przez Sokołów Podlaski i dalej do Węgrowa. Później mogłem udać się do Łochowa i dalej nadbużańskim szlakiem ale to może innym razem.
Serdecznie dziękuję Adventure Riders – Poland za wybranie mojej trasy i Kawasaki Warszawa za udostępnienie motocykla. Polecam się na przyszłość. Serdecznie pozdrawiam. Ps. Mam nadzieję, że chociaż trochę wzbudziłem Wasze zainteresowanie tą częścią Polski i może w przyszłości się tu wybierzecie. Może nawet się spotkamy. Dziękuję Krzysztofowi za odstawienie motocykla do salonu. Powiem Wam w tajemnicy, że długo nie wytrzymałem i w pierwszy weekend października znowu pokonałem tą trasę, ale już na moim motocyklu. Do zobaczenia!