Szukaj
Sardynia OFF 2025 (Blanka Hermann)

Sardynia OFF 2025 (Blanka Hermann)

Zgłoszenie w Konkursie Adventure Rier 2026

Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby

Na motocyklach jestem od 2011 roku, jednak dopiero przesiadka na off nauczyła mnie panowania nad maszyną 🙂 Z zawodu patomorfolog:) Prywatnie mama :D. Z pasji motocyklistka i kierowca 4×4. Biorąc pod uwagę moje gabaryty, jestem dowodem na to, że największe znaczenie ma technika i upór:)))) Lubię wyzwania ale wszystko tak, żeby wrócić w jednym kawałku:)

Kilka danych o wyprawie

Kategoria zgłoszeania: Legalna wyprawa Offroadowa
Ilość dni: 9
Ilość kilometrów: 1500
Ilość uczestników: 2
Ilość krajów: 1
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: Yamaha Tenere 700

Kanał Youtube:
Instagram:
Facebook: Blanka Blanka
Blog:

Pełen opis

Blanka Hermann

Pierwszy wyjazd offroad’owy, który zaplanowałam sama, mógłby się skończyć już po 200kilometrach :DDD Plan zakładał przejazd samochodem z przyczepą i motocyklami do Livorno we Włoszech na strzała, a stamtąd promem na Sardynię. Rezerwacja promu też nie była najprostsza, gdyż maile z dokładnymi wymiarami, opisami i szczegółami naszego zestawu wymieniałam z przewoźnikiem przez 3 tygodnie, zanim się udało.
Ruszyliśmy w sobotę rano, długi weekend listopadowy, naszym starym Suzuki Grand Vitarą XL z 2003 roku, który po 200km na autostradzie zaczął dymić (pękł pasek napędowy, który jednocześnie napędzał chłodnicę). Byliśmy 1,5km od stacji na wysokości Włocławka. Musieliśmy się jakoś dokulać do Orlenu, zanim służby by nas zwinęły….udało się. Sobota rano, godz. 9. Łukasz stwierdził, że musimy spakować co się da na tenerki, zostawić resztę i pojechać do Włoch:DDDDDDDDDDDDDD. Listopad, 2 stopnie w dzień, zabrane letnie ciuchy, rasowe kostki 😀 to się nie mogło udać….Potem Łukasz wpadł na pomysł, że wymienimy….gdzieś…..we Włoszech opony….bo przecież z kostek nic nie zostanie po tym asfalcie…….patrząc realnie na wszystko, wyszukaliśmy mechanika 24h w okolicy, który przyjechał po ok. 2h i zabrał auto. W międzyczasie udało się wynająć samochód z hakiem, który miałbyć dostarczony na stację za 40min. Trzeba było zapłacić kaucję i za wynajem w ciemno 😛 Przez pół godziny staliśmy na stacji w temp 2st C, z bagażem na trawniku, przyczepą z motocyklami, oddanym autem i przelanymi tysiącami za wynajem do ‘kogoś’ z internetu. Po godzinie zadzwonił Pan, ze jedzie ale jest problem z klockami…..śmierdzą….ale zaraz będzie. Faktycznie dojechał, faktycznie śmierdziały ale jakiś ich mechanik przez telefon mówił, że to nowe klocki i ten zapach to z powodu zdzierającej się powłoki 😀 Nie mieliśmy nic do stracenia, podczepiliśmy przyczepę, załadowaliśmy bagaż i ruszyliśmy w drogę. Pojawił się kolejny problem….czy po raz kolejny uda się zmienić rezerwację na promie. Braliśmy pod uwagę plan B, że nie, więc wskoczyliśmy na szybko do jedynego sklepu motocyklowego we Włocławku czynnego w sobotę rano i kupiliśmy jakieś rollbagi, żeby móc się przepakować w razie czego:)
We Włoszech początkowo prowadziłam ja. Łukasz przysypiał. W pewnym momencie stwierdziłam, że ktoś nas śledzi:)))) Obudziłam Łukasza, który spojrzał na mnie z politowaniem…..mówił, że on też czasem jeździ wolno i się kogoś uczepi. Dla mnie auto było podejrzane, żeby wlec się za zestawem gdy można wyprzedzić na dwupasmówce. Jeszcze celowo zwalniałam, żeby się upewnić. Na postoju zamieniliśmy się. Dojeżdżając do przystani promowej w Livorno zostaliśmy oszukani tzw. metodą na lusterko…..długo by opowiadać, w skrócie: to był ten samochód za nami…..na dodatek nasze wynajęte auto miało zderzak przymocowany na trytytki (o czym nie wiedzieliśmy) i myśleliśmy, że to się stało w wyniku kolizji :DDD straciliśmy trochę kasy bo przecież prom nie będzie na nas czekał… rozpoznałam to auto, niestety jak już było za późno….

Blanka Hermann2


Na terminalu nie było żywego ducha….siesta….o 16 dalej nic….najbardziej pomocny okazał się chatbot, który pomógł mi po raz kolejny zmienić rezerwację….auto było o 8cm wyższe od pierwotnego, więc trzeba było dopłacić:))
Ostatecznie dotarliśmy na Sardynię i wszystkie nasze niedogodności zostały wynagrodzone aż nadto:) Łukasz co prawda pytał mnie na promie, czy ta miejscówka, którą zarezerwowałam naprawdę istnieje (po tym wszystkim miał chyba uraz:))….ale tak, istniała, i była jak z bajki:) Żadnego człowieka dookoła, tylko owce i my!!
Pierwszy raz w życiu korzystałam z map offroadowych, legalnych, z podziałem na stopnie trudności. Wybraliśmy miejscowość, gdzie tych tras było najwięcej, tak żeby nie jeździć z bagażem. Pierwotnie zakładaliśmy tylko trasy lekkie i średnio ciężkie (w mapach odpowiednio niebieskie i czerwone), ale jak to u nas bywa, musieliśmy chociaż “powąchać” jednej trudnej (czerwonej)…..tylko podjedziemy, zobaczymy, zawrócimy…..:D
Widoki, trasy, zakątki, klimat……..wszystko idealne….jak z pocztówki. Kulinarnie też na podeście. Ta wyprawa spowodowała, że kolejne planujemy wg tych samych map, trochę zmodyfikowane pod kątem: jak najmniej ludzi, jak najwięcej przestrzeni i natury:)
Na powrocie trzeba było wszystko odkręcić, tj oddać auto, odebrać złoma…..ale to już nie było istotne:) To co zrobiliśmy jest nasze:)))) Dokumentacja na moim zwykłym profilu.