Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby
Wraz z żoną Basią- cały czas głodni Świata poznawanego z pozycji motocykla, jeśli wakacje lotem- to tam tez wypożyczamy motocykl. Jest tyle miejsc do zwiedzenia, że szkoda wracać w te same miejsca ponownie- choć lista destynacji powtórnych rośnie.
Kilka danych o wyprawie
Kategoria zgłoszeania: Krótka Wyprawa Motocyklowa
Ilość dni: 12
Ilość kilometrów: 4860
Ilość uczestników: 2
Ilość krajów: 4
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: Honda VTX1800C 2002r
Kanał Youtube:
Instagram:
Facebook: https://www.facebook.com/profile.php?id=1574700305&locale=pl_PL
Blog:
Pełen opis

Plan nie był prosty – mamy 14 dni urlopu , a prócz jazdy chcemy poleżeć na plaży na Sycylii . Start koniec sierpnia -dokładnie 23.08 sobota- powrót 5.09 w piątek.
Więc by skrócić czas postanowiliśmy dojechać do Genui przez Monachium i promem dopłynąć do Palermo – rejs trwa 19h – ale poważnie zyskuje się 2 dni jazdy lądem – tak długi rejs też ma swój urok – no i wschód słońca na morzu – coś pięknego 😉
Tu jeszcze muszę napisać o Genui – piękne , portowe miasto – bardzo źle oznaczone , wielopasmowe ulice , piętrowe rozjazdy , 3 x w szczycie krążyliśmy by odszukać wjazd na terminal – i tak z 1 h zapasu – zrobiło się nam 15 min -przy wjeździe skomentowałem oznaczenie-na co usłyszałem- „Że dobrze, że jadę motocyklem, a nie autem- bo mogłem „ponaginać” przepisy” – i tak faktycznie było.
Ja z żoną Basią (praktycznie sami zawsze jeździmy) szukamy noclegu z łazienką i parkingiem dla motocykla-co nie zawsze idzie w parze. Tak było i tym razem- pokój OK, ale parking 3 przecznice dalej i 20E za dobę -ale bezpieczny.
Nocny spacer po budzącym się do życia Palermo-mimo końca sierpnia ciepło 26*- tłumy ludzi i pyszna pizza i wino- oj tak pizza to ich skarb narodowy.
4 dnia od wyjazdu z domu we Wrocławiu nieśpiesznie jedziemy przez środek Sycili do naszego lokum na kolejne 6 nocy w miejscowości Avola -południowo-wschodnia cześć wyspy. Drugą część trasy zrobiliśmy w towarzystwie dymiącej Etny- jest bardzo majestatyczna. Spokój trasy zakłóciło tylko tankowanie na zamkniętej stacji-był automat -kart nie chciał obsługiwać-wiec zapłaciłem banknotem- nie pomyślałem, że nie wydaje reszty- na szczęście dałem 20E , a nie 50E- stałem się ostrożny przy tankowaniach.
Plan na czas w Avola był prosty- dzień plaży, dzień zwiedzania i tak do końca. Mała miejscowość, a i tak mimo końca sierpnia było trochę turystów -ale samych Włochów .
Morze czyste o temperaturze zupy, słońce i relaks. Kolejnego dnia zwiedzanie Katanii i Syrakuz- autobusem- tak by spokojnie można było się napić wina, nie przejmować się gdzie i jak zaparkować, nie nosić kasków i ubrać się lekko.
I testowane, świeżo wyciskany sok z pomarańczy i granatu-pycha, było Arancini- kulki różowe z nadzieniem ,smażone na głębokim oleju-no nie nasza bajka, Cannoli -rurka z kremem oczywiście pistacjowym(pyszne), ośmiornica z grilla na targu rybnym w Katanii (musiałem spróbować-ale chyba coś panom, nie wyszła), pistacje w karmelu-ukruszyłem zęba- na szczęście nic poważnego- bo to dopiero połowa wyjazdu-zrobiłem dopiero w domu- nic mnie nie bolało- wiec nie było presji.
Kolejnego dnia- główny cel wyjazdu Etna- i tu już jazda Hanką- no bardzo chciałem mieć zdjęcie motocykla pod Etną.
Kilka uwag dla przyszłych mototurystów, którzy się wybierają na Etnę- parking darmowy, na miejscu można wypożyczyć – buty trekingowe, kurtki wiatrówki, skarpety można kupić -wiec spokojnie można w ciuchach motocyklowych jechać.
Kilka opcji dostania się prawie na sam szczyt- my wybraliśmy najprostszy-ale najdroższy- kolejka i autobus 4×4- i nie żałowaliśmy- patrząc ile pyłu wulkanicznego się wzbija przy każdym kroku osób idących dość stromą drogą czy spod kół aut.
My i tak ostatnie 500m szliśmy z parkingu na punkt widokowy -i Etan robi ogromne wrażenie- siła natury- pokazuje jak jesteśmy mali. Kilka razy sobie sapnęła, wystrzeliła w górę lawą -piękny pokaz namiastki siły-pełni szacunku wróciliśmy Hanką do naszego lokum w Avoli .
Tu trzeba wspomnieć, że w Avoli śniadania jedliśmy w domu, obiady i kolacje- czy raczej obiadokolacje w miejscowych restauracjach- próbując ryb, owoców morza, wołowiny-lecz szukając ciekawej propozycji na kolację-Basia znalazła punk ze streetfoodem – świetne opinie- ale dziwne godziny otwarcia od 19 do 23 -po kolacji w restauracji wybraliśmy się na spacer w poszukiwaniu tego punktu-bo za dnia był tam tylko parking i…już z daleka widać było tłum Włochów , światło , muzykę , gwar i foodtrack. Tym razem nic nie jedliśmy, ale 2 ostatnie kolacje spędziliśmy wśród lokalsów , jedząc Panini na murku oddzielającym parking od plaży. Będzie lokowanie produktu- bo mu się należy- Paninoteca Iano Liotta- 3 osoby, które tworzą magię z prostej kanapki, które uwijają się by nakarmić tłum, który wcale nie malał. A mimo zapracowania Iano- zauważył obcych turystów i obsłużył nas poza kolejnością- Ona, ani jego wspólpracownicy nie mówili po angielsku- zreszta na południu Włoch cieżko kogoś znaleść kto włada tym językiem.
Jedliśmy zwykłe kanapki-Panini-a smakowały jak ambrozja, cieszyliśmy się chwilą, włoską atmosferą, rodziny z dziećmi ,zwierzęta, dym z papierosów i mecze na ekranie telefonow. Drugiego dnia byliśmy mądrzejsi – wiedzieliśmy, że trzeba pobrać numerek – i jak o 19:20 zobaczyłem ,ze mamy 49 – to byłem w szoku, ale poszło szybko – poznał nas i widać było ,że się ucieszył- oczywiście dołożyliśmy naszą 5X opinie na Google – tak Panini było rewelacyjne ,a do tego 2 kolacje kosztowały 1/2 tej w restauracji.
Czas powrotu- ostani przejazd u podnóża Etny, w kierunku Messyny- prom i jesteśmy na kontynencie. Dalej 2 noce na wybrzeżu Amalfi , wąskie drogi, zakręty, tysiące skuterów – ależ oni zasuwają – na początku zastanawiałem się ile musi być wypadkow- bo nie problem się rozpędzić-trzeba też skręcić i zahamować – ale widoki wybrzeża rozwiały myśli . Piękna architektura- no trzeba tam wrócić na dłużej.
Szybkie zwiedzanie Sorrento -parking dla motocykli-ale my dla naszego VTX’a to musimy mieć 2 miejsca – pod okiem wyrozumiałych Policjantów patrzących z ciekawością na naszą Hankę-zaparkowaliśmy ,napinając lekko przepisy- to potwierdza nasze spostrzeżenia podróżowania – praktycznie większość motocykli na drodze to ADV, turystyki , cruisera nie uwidzisz.
A dalej Florencja- ale przez miejscowość Pienza w Toskanii -piknie zachowana architektura, pyszne Panini- ale tam jechaliśmy by zobaczyć kadr z filmu „Gladiator” -Cipressi del ił Gladiatore – drogę do domu Maximusa- magiczne miejsce- tylko to był wrzesień i po żniwach- ale wyobraźnia działała.
I do Florencji -parking poziemny, szybki prysznic i spacer, i kolacja -po chciałem kupić mała butelkę whisky -wina włoskie są pyszne-ale miałem ochotę na drinka i jakie zdziwienie – prohibicja od 22- w centrum nie kupisz w sklepie alkoholu- tylko w knajpach, barach, restauracjach – podobno od pandemii tak jest i już. Trudno- następnego dnia zwiedzanie Florencji – Tragowisko – i znów kolejna do budki z pastą- ze 30 osób -no to czekamy- a za oknem 4 osoby wyrabiają ciasto i tworzą magię prostego jedzenia- warto było.
Zahaczyliśmy o sklep z winem , oliwą i octem- i to był błąd- 6 butelek wina, oliwa z oliwek i syrop balsamiczny- a przypomnę -jedziemy motocyklem- jednak z Basią to mamy już doktorat z pakowania się na wyjazd.
I tak z zapasem wina, słonecznymi wspomnieniami plaż i ciepłego morza, majestatycznej Etny – wyjeżdżamy rano z Florencji test 5 września -20/21 * po drodze , koło południa robi się 26/27*-ooo i w końcu po drodze mijamy się z innymi cruiserami- grupa HD jedzie na Faak am See w Austrii, a my ostatnie 130km w Niemczech w deszczu i przy 11* -jak dojechaliśmy to myśleliśmy o ciepłym posiłku i gorącej kąpieli .
I to już prawie koniec tego wyjazdu- wyjazd z w deszczu i przy 8*-taki los motocylkistów.
Jeszce tylko postój w Czechach- tak wiem- z Wrocławia mamy blisko-ale jak tu nie zatrzymać się na małe zakupy- Studencka czekolada, Rum Bożkov-bo to kraj morskich piratów(na spotkanie Basi z kumpelą Magda) i Gruszka z R.Jelinek-a taka moja tradycja w kumplem- i tak też się udało dopakować.
Dopiero 50km od domu zrobiło się nam ciepło i koniec wakacji.
Kolejny raz bezpiecznie, ciekawie, na kołach- ograniczają nas zawsze 2 czynniki- czas bo max 14dni i tu się nie da nic zrobić pracując na etacie , i finanse- te można lepiej zaplanować.
Jak zawsze duma z nas i z Hanki- bo Honda VTX1800c z 2002r to wspaniały motocykl i mimo ,że ma już 24lata -to dalej świetnie wyglada, cudownie jeździ i wzbudza mój zachwyt- innych też.



