Szukaj
Zakręcona Rumunia (Michał Grala)

Zakręcona Rumunia (Michał Grala)

Zgłoszenie w Konkursie Adventure Rier 2026

Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby

 Mały, szary człowiek ciekawy świata często na swój specyficzny sposób 😆 Za dnia programuje i myśli jak tutaj urozmaicić motoświat, popołudniami robi przewietrzenie głowy na swoim wiernym nakedzie.

Kilka danych o wyprawie

Kategoria zgłoszeania: Krótka Wyprawa Motocyklowa
Ilość dni: 12
Ilość kilometrów: 4000
Ilość uczestników: 2
Ilość krajów: 5
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: MT-09

Kanał Youtube:
Instagram: https://www.instagram.com/nakedmiles_
Facebook:
Blog:

Pełen opis

Michal Grala 1

Była to moja pierwsza tak daleka i tak długa wyprawa motocyklowa, oczywiście z moją organizacją same sakwy zakupiłem dwa dni przed i na pierwszy rzut oka wyglądało to naprawdę dobrze. Wyruszyliśmy…, udało się dojechać do nowego targu kiedy zobaczyłem jak to na nierównościach opona zjada sakwy a sakwy oponę stanąłem na rozdrożu: zawracać czy improwizować? Patrzę, że jest dechatlon, action – pomyślałem a może akurat coś będzie no i było…, kupiłem 60l torbę sportową oraz dwa pasy do przypinania i takiego klamota zamontowałem na mt-eku a poturbowane sakwy wysłałem paczkomatem do domu 😀 Pierwsza noc, pierwsze poważne kilometry z super bagażem, takim oto sposobem kolejne dni jechaliśmy przez Słowację i Węgry, tutaj więcej się pokręciliśmy po samej Słowacji przez Węgry przelecieliśmy stosunkowo szybko (udało nam się kupić wędzoną paprykę haha) aby dotrzeć tego samego dnia do Oradei. Mamy to! pierwsze chwile w Rumunii, zwiedzanie zabytków nawet udało się pomóc starszej Pani, następne dni to była przeprawa w kierunku nadmorskiej miejscowości Konstanca, udało się nam zaliczyć Transalpinę, spróbować palinki oraz lokalnej kuchni, zajechać w miejsca gdzie jako turyści byliśmy mega atrakcją aż finalnie dojechaliśmy nad morze. Tutaj mieliśmy kilka dni takiego odpoczynku + pracy (cała wyprawa była połączona z workstation – torba z dechatlona wszystko pięknie upchała!). Pełne słońce, morze i zwiedzanie okolicy już bez bagaży na moto – coś pięknego. Z Konstancii ruszyliśmy do Bułgarii (Złote piaski) to było moje pierwsze miejsce w życiu gdzie poleciałem poza granicę Polski więc dodatkowy bagaż wspomnień wleciał 🙂 Pobyt w Bułgarii podobnie, plażowanie, słoneczko oraz lokalne objechanie miejscowości w tym Warny i tutaj jakby przygód było mało prawie zgubiłem tablicę rejestracyjną no bo “po co łapać na śrubę przy oryginalnym mocowaniu” na szczęście pakiet polskiego podróżnika posiadał niezłomne trytyki! Po Bułgarskim pobycie wróciliśmy do Rumunii, zwiedzić i spędzić troszkę czasu w Bukareszcie. Po drodze spotkaliśmy niemca na pięknym klasycznym bmw, niestety nie pamiętam modelu…, ale był to wiekowy model, dostaliśmy sprytne rady odnośnie przekroczenia granicy Bułgaria/Rumunia pośmialiśmy się i ruszyliśmy dalej (tego dnia było naprawdę gorąco a mój poziom przygotowania się do podróży pokazał kolejne minusy, pojechałem w czarnych skórzanych spodniach, tego dnia czułem, że nogi są już al’dente :P). W stolicy zaparkowaliśmy maszyny i poszliśmy zwiedzać, tutaj tez czekały nas z 3 dni pracy, co tu więcej powiedzieć…, świetne miasto, świetne jedzenie! Ze stolicy wyruszyliśmy w stronę Transylwanii, dokładnie do miasta Bran, po drodze udało się jeszcze zaliczyć miejsce gdzie kręcili drugi sezon Wednesday. Plan następnego dnia był prosty, zwiedzenie zamku Drakuli oraz dojechanie już pod samą Transfăgărășan. Sama droga była bardzo kręta (tutaj też muszę dodać, że oboje zrozumieliśmy cały fenomen winkli i to za co ludzie je kochają – mimo, że całą drogę czułem mój pakunek który gdzieś troszkę pracuje) dojechaliśmy do gospodarstwa gdzie właścicielka posiadała własne mięsne wyroby… no CUDO, dodatkowo tego wieczoru przyjechały 3 inne motocykle i każdy z nich był polakiem, każdy z nich osobno podjechał więc wszyscy się poznaliśmy i zintegrowaliśmy tego samego wieczoru (z każdym kolejnym przyjeżdżającym motocyklem na polskich tablicach byliśmy niesamowicie zaskoczeni). Nastał dzień wyjazdu, pomyślałem sobie aby tylko jakieś auto nas nie zatrzymało w momencie kiedy niedźwiedzie będą na drodze. Ruszamy, udało się aby jeden nowo poznany kolega się do nas podłączył, pogoda piękna widoki jeszcze lepsze, ruch stosunkowo mały, ale jest i on! jest niedźwieź iiii akurat zatrzymało się auto haha, ale zwierzak akurat był na odejściu z drogi i wchodził w las więc 0 zagrożenia, jednak widok naprawdę robił wrażenie. W dalszej części spotkaliśmy biwakujących polaków, porozmawialiśmy chwilę podpytaliśmy czy nie boją się tak po lasach tutaj spać, ale powiedzieli, że mają swoje sposoby 😀 Dojechaliśmy na sam szczyt tej trasy, masa ludzi, samochodów, motocykli, straganów dosłownie wszystko tam było, podelektowaliśmy się chwilkę widokiem i ruszyliśmy dalej. Tego dnia rozdzielaliśmy się z naszym nowo poznanym kolegą ponieważ on jechał do Kluż-Napoka a my? no właśnie nie wiedzieliśmy gdzie bo dni w których nie pracowaliśmy często rezerwowaliśmy tego samego dnia 😀 Po winklach byliśmy naładowani na maxa pozytywną energią więc pojechaliśmy do miasta gdzieś nieopodal granicy z Węgrami (tutaj już jest etap powrotu do Polski). Zacumowaliśmy maszyny, poszliśmy klasycznie na zwiedzanie i jedzenie. Tego samego wieczoru dotarło do nas, że następnego dnia jest święto i ceny noclegów w Polsce są ooooogromne no i padła decyzja, że próbujemy zrobić to na strzała, tak stwierdziłem, że szarpnę się i nakedem polecę ponad 900km do samego Wrocławia, do samej Polski trasa była przyjemna, bo to powrót przez kilka krajów, przekroczenie granicy z Polską… bum nagły przypływ sił bo jednak już u siebie, jedziemy dalej, na wysokości Katowic był największy kryzys, ale pauza, odpoczynek i jedziemy. Finalnie udało nam się to zrobić, dojechaliśmy z Rumunii do Wrocławia w jeden dzień, po tej przygodzie stwierdziłem, że za rok lecimy w podobne klimaty tylko już teraz pełna podróż bez pracy, teraz wiem jak się przygotować (kufry i odzież), kwestia tego, że to naked mnie totalnie nie zniechęciła, wręcz przeciwnie chcę pokazać, że to naprawdę jest możliwe i można to robić z uśmiechem na twarzy, minimalnym minusem przy tym mt-ku jest 14l bak który co 200km trzeba karmić, ale w takich wypadach liczy się smak przygody! W tym roku miejsce docelowe jakie sobie wybraliśmy to Albania, planujemy rozłożyć to na 14 dni i zaliczyć jeszcze większą ilośc krajów. Mam nadzieję, że udało mi się chociaż w minimalnym stopniu oddać te wrażenia z podróży, które samemu miałem, z obawy na to, że nie zmieszczę się w ilości znaków moooocno to okroiłem, ale jakoś udało się to spleść w całość 🙂


https://drive.google.com/drive/folders/1s1C-hoNm5fpMHts506QmxpNLl9O-4KJt?usp=sharing