Szukaj
Finalista: ACT Rumunia 2025 (Daniel Widło) | Legalna wyprawa Offroadowa

Finalista: ACT Rumunia 2025 (Daniel Widło) | Legalna wyprawa Offroadowa

Daniel Widło
Podsumowanie

Daniel z przyjacielem przejechali na przełomie czerwca i lipca 2025 zmodyfikowaną trasę ACT Romania, dorzucając m.in. wąwóz Bicaz, Transalpinę, Transfăgărășan i więcej szutrów. Start z Borșy po przywiezieniu motocykli na lawecie pozwolił im pominąć nudny dojazd i oszczędzić terenowe opony. Zamiast niepewnego TET postawili na pewną, 6-dniową realizację, jadąc Yamahą T7 Rally („Wnuczka”) i XT660R („Babcia”) bez awarii, nocując głównie na kempingach z obawy przed niedźwiedziami. Zachwyciły ich Strategica, offowy dojazd do Transfăgărășanu i rumuńska przyroda, choć końcówkę utrudniła fala upałów do 36°C. Niespodziewana prywatna impreza na kempingu zmusiła ich do dodatkowych 60 km, co później ułatwiło modyfikację planu. Dwa najmocniejsze wspomnienia to śmierć motocyklisty karmiącego niedźwiedzicę na Transfăgărășanie oraz nieudany skrót z pliku .gpx, który skończył się ciężkim wyciąganiem motocykla w lesie i uświadomił, jak ryzykowny mógł być TET. Łącznie zrobili 2100 km w 6 dni; ważniejsze od dystansu okazały się ludzie, emocje i kadry, które uwiecznili w filmach na YouTube. Są bardzo zadowoleni i planują powrót do Rumunii.

Kilka komentarzy od zgłaszającej osoby

Z zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego oraz informatyki w szkole podstawowej. Czynnie pracuje w zawodzie, ale to nie przeszkadza mi w realizowaniu motocyklowej pasji, która od małego została zaszczepiona mi przez tatę. Moje zamiłowanie do motocykli oraz montowania filmów sprawiło, że zażyłem vloga na YouTube oraz podjąłem współprace z portalem scigacz.pl.

Kilka danych o wyprawie

Ilość dni: 6
Ilość kilometrów: 2100
Ilość uczestników: 2
Ilość krajów: 1
Czy to była wyprawa zorganizowana?: Nie
Motocykla na którym podbijano świat: Yamaha Tenere 700 Rally 2025

Kanał Youtube: https://youtube.com/playlist?list=PLOZ_uq4Fj0LiFsQ9cNJTSirTEP6UHHcu0&si=dXi3H7YX13AZjURP
Instagram: https://www.instagram.com/stories/highlights/18049728611183096/
Facebook: https://www.facebook.com/danwidlomotovlog/
Blog:

Daniel Widlo 1

Pełen opis

Na przełomie czerwca i lipca 2025 roku, razem z przyjacielem, wyruszyliśmy w podróż trasą ACT Romania. Oczywiście, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wprowadzili kilku modyfikacji – tak, by nie ominąć takich perełek jak wąwóz Bicaz, Transalpina czy legendarna Transfăgărășan. Nasza wersja była bardziej terenowa niż oryginał – z każdym dniem przybywało szutrów, kamieni i dzikiej rumuńskiej natury.

Startowaliśmy z miejscowości Borșa, gdzie zostawiliśmy samochód i przyczepę, którą przywieźliśmy motocykle. Tak, wiem – dla niektórych to ujma i powód do żartów: „Dlaczego nie na kołach?”. Odpowiedź jest prosta: chcieliśmy jak najszybciej pokonać nudny odcinek, by następnego dnia ruszyć na ACT w pełni wypoczęci. Poza tym, jeden z naszych motocykli miał opony typowo terenowe, więc istniała realna obawa, że skończą się szybciej niż nasza przygoda.

Ta wyprawa była prezentem, który zafundowaliśmy sobie na czterdzieste urodziny. Planowaliśmy ją od pół roku, więc zależało nam, by wszystko poszło zgodnie z planem. Początkowo rozważaliśmy trasę TET, ale zbyt wiele było niewiadomych: zamknięte odcinki, nieprzejezdne fragmenty, problemy z legalnością. Chcieliśmy uniknąć rozczarowania i wybrać trasę, którą w 6 dni zrealizujemy w 100%. Jak się później okazało – zrobiliśmy znacznie więcej, niż zakładaliśmy.

Jechaliśmy na dwóch Yamahach: ja na nowej Tenere 700 Rally (2025), którą później ochrzciłem „Wnuczką”, a Krzysiek na XT660R, którą nazwaliśmy „Babcią”. Oba motocykle spisały się świetnie – zero awarii, zero problemów. Ktoś powie: „To żadna przygoda, skoro nic się nie zepsuło!”. My się z tym nie zgadzamy – dla nas liczyły się emocje i widoki.

Noce spędzaliśmy głównie na kempingach, pod namiotem. Planowaliśmy jedną lub dwie noce „na dziko”, ale opowieści o grasujących niedźwiedziach skutecznie nas zniechęciły. Dziś wiemy, że spokojnie mogliśmy przespać się choćby na Strategice – byłoby epicko.

Zielone łąki pełne krów, owiec i wolno biegających koni, górskie strumienie, zapach ziół unoszący się w powietrzu – natura atakowała nasze zmysły z każdej strony. Przejazd Transalpiną, offowy dojazd do Transfăgărășanu, a także odcinek Strategica zostawiły nas z opadniętymi szczękami i pytaniem: „Czy można chcieć więcej?” Można – więcej czasu, by delektować się tymi chwilami.

Pogoda? Sprzyjała nam… aż za bardzo. Przez Europę przewalała się fala upałów, która dopadła nas trzy dni przed końcem wyprawy. 36°C w terenie, na motocyklach obładowanych sprzętem biwakowym – to nic przyjemnego. Ostatnie dwa dni polewaliśmy kombinezony wodą, by choć na chwilę się schłodzić. Z dwojga złego – wolimy upał niż deszcz.

Pod koniec drugiego dnia trafiliśmy na kemping z basenem. Wjeżdżamy, a tam… impreza życia. Sami mężczyźni, drinki w dłoniach, a na nas patrzą jak na kosmitów. Pytam, czy możemy zostać na noc. Odpowiedź? „To już nie kemping, tylko prywatna impreza z grillem”. No cóż, czasem tak bywa. Wsiadamy na motocykle i ciśniemy dalej – dodatkowe 60 km z kolejnego dnia. Jak się później okazało, dzięki temu nadrobiliśmy sporo czasu i mogliśmy jeszcze bardziej zmodyfikować plan.

Dwa momenty, które zapamiętamy na zawsze

Pierwszy – gdy właściciel kempingu, na którym spędziliśmy ostatnią noc, powiedział nam, że dzień wcześniej na Transfăgărășanie zginął włoski motocyklista. Karmił niedźwiedzicę z ręki. Rumunia nie bawi się w półśrodki – tu przyroda jest dzika, piękna i nieprzewidywalna. Szkoda, że niektórzy igrają z losem w tak głupi sposób.

Drugi – ostatniego dnia, gdy głodni offroadu zjechaliśmy z asfaltu na ścieżkę z popularnego portalu z plikami .gpx. Początek był obiecujący, ale z każdym metrem robiło się gorzej. W końcu wylądowaliśmy w lesie, na stromym zjeździe, w głębokich koleinach, otoczeni przez ujadające psy pasterskie. Próbowałem sforsować trasę, ale skończyło się na odpinaniu całego bagażu i wyciąganiu motocykla z głębokiej koleiny w 36-stopniowym upale. Straciliśmy mnóstwo czasu i sił, a i tak musieliśmy wrócić tą samą drogą. Wtedy pomyśleliśmy: „Tak mogłaby wyglądać nasza wyprawa, gdybyśmy wybrali TET”.

Podsumowanie

W sumie przejechaliśmy 2100 km w 6 dni. Jak na wyprawę ADV 50/50 – wynik świetny. Ale czy liczba kilometrów jest wyznacznikiem udanej wyprawy? Dla mnie nie. Najważniejsi są ludzie, z którymi jedziesz, ci, których spotykasz po drodze, i wspomnienia, które zostają na lata. My z naszej rumuńskiej przygody jesteśmy mega zadowoleni i… już planujemy kolejną. Może znów ACT, a może w końcu TET?

Całą trasę, dzień po dniu, możecie zobaczyć na moim YouTube – pokazuję tam nie tylko piękno ACT Romania, ale też emocje, które towarzyszyły nam przez ponad tydzień jazdy. I wiecie co? Już wiemy, że kiedyś tam wrócimy.